What the world needs now...

Skąd w ludziach tyle goryczy i zawiści? 

Czasem czuję, jak ogarnia mnie absolutne przerażenie, gdy rozglądam się wokół. Nie wiem, czy to moje otoczenie jest pod tym względem wyjątkowe, czy sprawa ma się podobnie również w szerszych kręgach, ale ilekroć rozpocznę jakąś rozmowę z "bliskimi" kończy się ona na dwóch słowach-kluczach, które jak refren wracają do wypowiedzi poszczególnych ludzi. 

Punkt pierwszy - SZACUNEK.

  Ciągle szacunek i szacunek. Ludzie WYMAGAJĄ i ŻĄDAJĄ szacunku. Nie istotne w tym punkcie, czy sami owym szacunkiem darzą innych. Szacunek ma być i basta! Można smarować ludzi za ich plecami, uważać za miernoty i bogowie wiedzą co jeszcze, ale to przecież nie czyni z nas człowieka złego, prawda? Prawda? Można chodzić na imieniny i imprezy, tylko po to, żeby potem powiedzieć: "Co za kicha". Pomóc raz, a potem do końca życia wypominać, że gdyby nie ta pomoc, to dopiero by było! Mam takich Miałczyńskich obok siebie. Żyją jak w Dniu Świra, co dzień skrzętnie odmawiając Modlitwę Polaka, kpią, bo nie potrafią zmienić siebie, a co dopiero własnego życia. Każdy dzień taki sam, każdy bez polotu, każdy smutny. Można mieć niezłą pracę, fajnych ludzi wokół, ale to wcale nie czyni nas ludźmi szczęśliwymi. Sami musimy chcieć być szczęśliwi. I pracować na to szczęście, bo nie ma nic za darmo. Prezenty od losu się zdarzają, ale są tak rzadkie, że nie warto na nich polegać. Największy błąd - wierzyć, że od życia coś nam się NALEŻY. Nic co jest warte zachodu nie przychodzi łatwo. Na szacunek też trzeba zapracować, nieczęsto ciężej i dłużej niż nam się wydaje.  

Punkt drugi - RODZINA.

Zabawna sprawa z tą rodziną. Dla mnie to pojęcie zawsze było nieco abstrakcyjne, jak jakiś topos, do którego można dążyć, ale niekoniecznie doświadczyć. Może właśnie z tego powodu mam nieco wyimaginowane zapatrywania na temat rodzinności. Jak się bowiem okazuje, rodzina to nie tyle grupa ludzi się kochających, którzy pomimo swoich  - czasem znacznych - różnic potrafią się dogadać, ale coś w rodzaju spółki z.o.o. Zaczyna się od zawężania terminu - kto rodziną jest, a kto nie. Kończy się najczęściej na jakichś 6 osobach z tzw. "porywami". W ten sposób trafiamy do grupy niemal elitarnej, bo przecież byle jakiego kuzyna czy pociotka do rodziny zaliczyć nie lza. Problem w tym, że ludzie podchodzący do spraw koligacji w sposób czysto ambicjonalny, czy też - nazwijmy to - hierarchiczny, w dość krótkim okresie czasu są zdolni ustawić się w opozycji nie tylko do całej grupy, ale i całego świata. Błędy popełniają tylko ONI. I to ONI powinni przeprosić. Gorzej, że o jakichkolwiek dysonansach rodzinnych się nie mówi, bo wszystko musi wyglądać jak na obrazku, tym przysłowiowym zdjęciu. Z zewnątrz - cóż za idylla. Cudowny mąż, ojciec z kochającą żoną u boku. W praktyce despotyczny impotent emocjonalny, który jedyną satysfakcję odczuwa gdy może się nad czymś wywyższyć i żona oślo zapatrzona w męża, cichutko stąpająca na palcach wokół drażliwych kwestii. Wyobraźcie sobie do tego mieszankę dziecka, dziadków i powiedzmy - szwagra czy szwagierki. Toż to ciągłe życie na polu minowym... A oni tak mogą przez całe lata, bo co rok te same rozrywki: kto zapomni o czyich urodzinach, kto jaki prezent dostanie, ile kto da, czy pojawią się u matki na święta, czy obrażą i pojadą babrać się sami w swoich frustracjach. Ileż można ludziom tym krwi napsuć, a jaka satysfakcja!

 

Więc ja mówię - nie rozumiem. Życie wydaje się być o wiele prostsze bez mnożenia sobie problemów na siłę. Jak ktoś cię obrazi - mówisz, że obraził. Albo się dogadacie, albo zapomnisz, albo niech spierdala i już. Nic na siłę, ale wiem, że większość tych spraw, to rzeczy absolutnie błahe i małostkowe. No, cóż. Jeśli jest się zapatrzonym w swój czubek nosa, ciężko zauważyć, że inni ludzie też maja swoje racje. Yankesi posiadają niesamowicie trafne sformułowanie, które dla mnie jest niemalże złotym środkiem na ciężkie dyskusje: We have to agree, to disagree. Musimy się zgodzić, że się nie zgadzamy. I tyle. Czasem ciężko, ale da się przełknąć.

 



szpilka 2010-12-08 16:00:02 skomentuj (0)



A czas wciąż goni nas...

Popatrz jak wszystko szybko się zmienia, 
coś jest, a później tego nie ma.

  Zadziwiająco szybko zachodzą zmiany w życiu. Szybko mija dzieciństwo. Zabawna naiwność, niezachwiana wiara w ogromnych, silnych ludzi wokół. Pamiętam, jak wierzyłam w absolutną nieśmiertelność ludzi mi bliskich, w świeże bułeczki i kakao w domu moich dziadków, w magię niewielkiego sadu jabłoni na przedszkolnym placu. Pamiętam wiarę we wróżki i wspinanie się na bielone wapnem drzewa w poszukiwaniu czegoś magicznego. Nie umknął mojej pamięci również dzień wielkich zmian, kiedy wróżki stały się czymś absolutnie idiotycznym, dorośli stali się zadziwiająco nieczuli i oderwani od mojego, dziecinnego świata. Miałam dwanaście lat, kiedy moje dziecięce wyobrażenia o życiu zostały brutalnie sprowadzone na ziemię. Wraz z wróżkami i dobrymi gigantami odszedł mój ukochany dziadek. Zmieniło się niemal wszystko, łącznie z wiarą. Jak wytłumaczyć dziecku śmierć, dobroć Boga w obliczu pierwszej katastrofy w jego życiu? Nie wiem. Moi rodzice się tego nie podjęli, ojciec swoimi zimnymi, bezuczuciowymi tłumaczeniami jedynie wprawił w histeryczny szloch. Nie pamiętam jakiego koloru był jesienny płaszcz dziadka. Nie byłabym w stanie poznać wody kolońskiej, jakiej używał. Ale czasami jeszcze śnię o poranku w kuchni pachnącej gorzkim kakao, o twarożku ze szczypiorkiem i rzodkiewkami, kwitnących klonach za oknami, roznoszącymi ten cudowny, lekko kwaśny zapach. Nic w moim życiu nie pachniało równie pięknie. 

Człowiek jest tylko sumą oddechów, 
wiec nie mów mi że jest jakiś sposób.

  Nigdy nie przypuszczałam, że jako jedynaczka będę kogoś nazywać siostrą. Początkowo generalnie nic nie zapowiadało jakiejkolwiek bliższej znajomości między nami. Ale lata płynęły, nam było ze sobą raczej dobrze. Jako dziecko, zbierałam z podwórka każdego szpaka wyrzuconego z gniazda, gołębia z przetrąconym skrzydłem, na wpółdzikie koty poznawały moja babcię zawsze po cichym brzęku butelek z mlekiem. Tak, te butelki i to mleko też pamiętam, tak jak pamiętam koty czekające na spodek odlanej, białej ambrozji. Nigdy nie pozwalały się głaskać, ani wziąć na ręce. Tylko babci się nie bały, ja mogłam jedynie obserwować ich kudłate główki przez wizjer w drzwiach, bezpiecznie schowana w ramionach dziadka. Rodzice mojej mamy wpoili mi pewną wrażliwość na los zwierząt i naturę w ogóle. Podsycali moje idiotyczne poczucie sprawiedliwości. Pewnie dlatego traktowałam młodszą przyjaciółkę, jak kogoś, kogo trzeba chronić. Byłam przecież starsza, o cały rok. No więc dorastałyśmy sobie, przeżywałyśmy pierwsze facynacje, bunty, miłości. To z nią tańczyłam jak głupia w deszczu, zrywałam pierwsze, niedojrzałe śliwki, łaziłam na punkowe koncerty, jej płakałam w kołnierz. U niej chowałam pierwsze glany przed rodzicami, ona kryła mnie kiedy z P. uciekaliśmy przed ludźmi w pierwszych podchodach, fascynacjach, pierwszych, nieśmiałych muśnięciach dłoni.

Nic nie trwa wiecznie, niebezpiecznie 
jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie.
Dobre momenty, jak fotografie: 
zbieram w swej głowie jak w starej szafie.

 Jak to jest, że człowiek, z którym dzielisz niemal całe swoje życie staje sie nagle obcy? Ile trzeba wypowiedzieć słów, by zabić w sobie zaufanie i potrzebę bliskości tej drugiej osoby? Niewiele chyba, tak myślę. Przyjaźń zdaje się być jednak bardziej krucha niż miłość. Niezrozumienie pojawia się nagle. A kiedy wątpliwości zdążą zagnieździć się w sercu, nie ma odwrotu. Każdy gest, każde słowo staje sie czymś innym. Jestem trudna, wybuchowa, pyskata, szczera zbytnio, bezpośrednia. Wycofuję się zbyt szybko, kiedy czuję, że coś może mnie zranić, albo wręcz przeciwnie, jak przestraszony pies gryzę, zanim ktoś podniesie na mnie rękę. Ale byłam taka od dziecka, nigdy tego nie ukrywałam. Z biegiem lat nauczyłam sie chować większość niepewności za uśmiechem, nauczyłam się ważyć trochę bardziej swoje słowa przy przypadkowych słuchaczach. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ludzi, przy których nie muszę przepuszczać swoich myśli przez cenzurę. Od kilku miesięcy ta ilość zmniejszyła się o kolejną osobę. 

Dziś jestem starszy, mam coś w garści, ty
znasz epilog. Boże, chciałbym zatrzymać czas
tyle razy w życiu

  Jak powinnam się teraz czuć? Z jednej strony, część mnie chce zapomnieć. Prze do przodu, w przyszłość, zupełnie nie przejmując się tym, co kiedyś bolało. Z drugiej strony, wciąż patrzę wstecz. Ze smutkiem, bo żal mi tych lat i tych uczuć. Bo zawsze byłam przekonana, że w dniu mojego ślubu będzie stała za mną i szeptała do ucha, że mam się, kurwa, nie wygłupiać. Dziś wiem, że tak nie będzie. Co więcej, czuję, że spieprzyłyśmy sprawę tak dokumentnie, że nie chcę, żeby to była ona. Ludzie, którzy zawiodą raz, zawodzą ponownie. Paradoksalnie, jestem bardzo spokojna ostatnimi czasy. Szczęśliwa, pełna pomysłów. Życie układa mi się dobrze, ludzie są raczej życzliwi. Ci nieżyczliwi jedynie śmieszą małostkowością. Ciągle coś się dzieje. Pisanie pracy, konferencja naukowa, spontaniczna impreza z przyjaciółmi, plany nurkowe, zbliżające się wakacje, a wraz z nimi nieokiełznana, słodka wolność. Tylko czasem, idąc smutnymi ulicami mojego miasta, mijając znajome miejsca, mam ochotę spojrzeć za siebie. I czasem, tylko czasem, mam nadzieję ją tam zobaczyć, taką jak kiedyś.

Czas przeminie, znów wrócimy na tarczy.
Znów, myślimy jak tamci, znów czas przeminął.

 

 



szpilka 2010-03-19 23:33:36 skomentuj (1)



Piosenka do Przyjaciela

Gubię się czasami we własnym życiu. W bajkach o przyjaźni, o dwóch kroplach wody. Ocean nie wystarczy jeśli myśli błądzą daleko od siebie. Wciąż tylko zadaje sobie pytanie, dlaczego takie rzeczy mają na mnie wpływ. Dlaczego, to co wydarzyło się dawno temu wciąż wraca i wbija kołki pod żebra. Jak te wesołe zielony oczy nie mogą spojrzeć w twoje - też zielone - albo wlepiają w ciebie spojrzenie małego dziecka i kłamią, kłamią, łżą. I dlaczego do diabła chce mi się płakać kiedy myśle o końcu roku. Dlaczego gitara stoi w kącie, zapomniana straszy lokami zerwanych strun.

Przeczekamy jeszcze jedną zimę
Żeby znów móc się spotkać, (mój przyjacielu)
Opowiedzieć co dobrego
I zapomnieć o złych chwilach, (mój przyjacielu)
A gdy wiosną wyschną drogi
Dogonimy bardzo szybko tych co przeszli obok.

Przeczekamy cisze między nami
Płoche słowa i rozmowy nieskończone
Chleba nigdy nam nie zbrakło
Popatrz znowu kwitnie jabłoń
Przyjacielu gwiazda spadła

Enigma, 'Piosenka dla Przyjaciela'



szpilka 2008-11-23 00:57:48 skomentuj (0)



Koniec Świata - Granat w Plecaku

Na pamięć znamy swą piosenkę
Już tyle czasu ręka w rękę
I podczas nerwowo iskrzących dni
Obgryzamy swe palce do krwi


Czuję się totalnie popieprzona. Znowu mam 16 lat i pstro w głowie. Brak zmartwień jakichkolwiek, bo wszak nie od dziś wiadomo, że ignorancja jest niczym błogosławieństwo. Dom - pociag - uczelnia - pociag - dom. Wszystko w rytmie Końca Świata, Leniwca, Pidżamy czy Dresden Dolls. I nieważne, że pozdzierane na czubkach glany ślizgają się na lodzie. Nieważne, że nadgarstek najwyraźniej kontuzjowany i z treningów nici. Jest cudownie zimno. Tak tylko dla niepoznaki warczę, że marznę na dworcu.

Jak betonowe miasto ciemne
Znam Cię jak przeczytaną księgę
Więcej trzeba, aby siebie zadowolić
Na coraz więcej możemy sobie pozwolić


A tam, nic się nie zmieniłam. Może częściej myślę o tym co mówię, trochę mądrzejsza jestem. Rzadziej noszę męskie ciuchy, piersi mi trochę urosły, włosy odrosły i chyba nie będę się na nich już tak wyżywać ścinając na jeżyka. Dalej lubię zmęczyć się tak, żeby palcem nie móc kiwnąć. Góry kocham nadal miłością bezwarunkową. Wciąż chce dalej, szybciej, teraz.

W objęciach ulic w zamieszaniu
Jesteś zapachem na moim ubraniu
Połamane leżą łóżka drżą spuchnięte
Lepkie usta
Cichosza


Dalej mam 16 lat. Kocham bez opamiętania, trzymam się mocno tej dużej silnej dłoni i lubię czasem pobyć mała dziewczynką. Śmieję się do tych niebieskich oczu, mięknę kiedy mnie dotyka, kłócę się jak szalona. Ufam, jak nikomu na tym świecie. Ufam tak bardzo, że nie obawiam się być marudną, skończoną suką. Wiem, że taką też mnie kocha.

Wykrztuśmy to, co siedzi w gardle
Tu na zmęczonym prześcieradle
Na mej ulicy pod nogami skrzypi śnieg
Na mym osiedlu po ścianach pełza zmierzch


Wszystko takie samo, takie inne. Mam 16 - 20 lat. Te same obrączki na palcach, te same głupie marzenia. Spełnione - Niespełnione. Wciąż nowe.


To chyba nazywa się życie no nie?

szpilka 2007-11-21 23:03:41 skomentuj (2)



.

Kiedy na miłość niecierpliwie czekasz
pomiędzy dzwonkiem a otwieraniem drzwi
czasem wepchnie się kurczak, za chudy na rosół
opluje deszcz
nie kracz
jeszcze podziękujesz Bogu
gdy przyjdzie tylko pies

Jan Twardowski, "Czekanie"


Nawet gadac mi sie juz nie chce. Noc w pelni, sen uciekl za szafe. A ja nie wiem o ktory kubek ogrzac dlonie, bo wciaz zimne.

szpilka 2007-09-22 00:03:46 skomentuj (2)



hello passing days!

Zakochana jestem. Kolejna wiosna a ja nadal wszedzie widze biedronki, ogladam sie za motylami, jem palcami ptysia. A ty siedzisz przy mnie i calujac mnie w czolo, smiejesz sie po cichu, ze ja taka dziecinna i roztrzepana.

Zakochana jestem, to juz czwarta wiosna razem.

szpilka 2007-04-15 22:30:06 skomentuj (3)



Hipokryzja, czyli szkola zycia

Od niepamietnych czasow ojciec mowil mi, ze jedyne osoby, na ktore moge liczyc to on, matka i ja sama. Taki zyciowy pragmatyzm, ktorego w gruncie rzeczy trudno bylo mi sie nauczyc majac lat nascie. Tupalam noga i buntowalam sie mowiac, ze ja nie potrzebuje nikogo i sama dam sobie rade w zyciu. Taka Zosia Samosia. On zawsze powtarzal jednak, ze pomoze mi i wesprze w trudnych chwilach.
Dzis powiedzial mi to samo. Ale dzis, zamiast puscic ta uwage mimo uszu, troche we mnie zabulgotalo ze zlosci. Ten potworek o fioletowych oczach siadl mi na ramieniu i usmiechnal sie krzywo, zlosliwie. Dwie sytuacje, w ktorych mialam cicha nadzieje otrzymac to reklamowane latami wsparcie. Po prostu uslyszec, nie martw sie, uda ci sie cokolwiek sobie wymarzysz. A jesli sie nie uda? To trudno, nic sie nie stanie, sprobojesz jeszcze raz.
Kiedy mialam pietnascie lat, zamiast wsparcia dostalam tyrade na temat tego, ze jestem do niczego i nie dostane sie do najlepszego liceum w miescie. Pomimo swiadectwa z czerwonym paskiem, sredniej powyzej 5 i osiagniec szkolnych. Zabawne prawda? Siedzialam wtedy z W. w parku, pamietam jak klepnal mnie w plecy i zasmial sie mowiac, ze przeciez mi zawsze sie udaje. Faktycznie, udalo sie. Wsparcie jednak dostalam od przyjaciol, nie rodziny.
Nie dalej jak pol roku temu sytacja powtorzyla sie. Matury, papiery na studia, nerwy. Myslalam, ze oszaleje od tego wszystkiego, bylam przerazona. Myslalam dosc powaznie o Wroclawiu. Teraz, z perspektywy czasu nie wiem czy przez perswazje P. czy faktycznie wlasne ambicje. Pewnie to pierwsze, bo tym razem to ja chcialam isc na kompromis. Chcialam postawic twardo na swoim, przeciez to moje zycie, moja przyszlosc. W ciagu trzech dni, uslyszalam wiele gorzkich slow i zawiodlam sie na wielu ludziach. Zamiast obiecanego wsparcia, znow dostalam kopa w dupe i dosc brutalna lekcje pt. "Umiesz liczyc, licz na siebie". Trudno wierzyc w siebie, gdy slyszysz od matki, ze jesli wyjedziesz, przestaniesz byc jej corka. Od ojca, ze jestem okrutna, dlatego ze mam inne zdanie niz oni. Slyszec od rodzicow, ze wyrzekna sie ciebie za twoje decyzje i plany, bo nie pokrywaja sie z tym co sobie dla ciebie wymarzyli.
Wsparcie dostalam od wielu ludzi. Od E. , ktora zawsze we mnie wierzyla i mowila wielokrotnie, ze wszystko bedzie wlasnie tak, jak ma byc. - Dzieki ci za to kochanie.
Od mojej licealnej paczki, ktora do dzis gdzies tam sobie jest, rozrzucona po Polsce, podsylajaca maile. Rozsmieszali mnie zawsze do lez i pozwalali myslec o czyms innym niz problemy.
W koncu P. Wspieral mnie przez cale zycie, nawet jesli bylo to dla niego trudne. Poczulam sie troche oszukana, kiedy powiedzial mi, ze wybral cos zupelnie innego, niz mowil wczesniej. Innego o jakies 280 km. Rozumiem, wybaczylam, ale boje sie czasem, ze nastepnym razem tez tak bedzie. Dlatego nie planuje. Lepiej zyjc z dnia na dzien, nie wybiegac planami zbyt daleko.
Wiec dzis, stojac w kuchni i robiac herbate. Pyszna, mocna, szkodzaca mojemu zdrowiu herbate, trafil mnie po cichu szlag. "Bo liczyc to mozesz tylko na mnie i na matke, tylko my ci zawsze pomozemy."


Dziekuje, ja postoje.



szpilka 2007-03-16 20:43:00 skomentuj (6)